FIlm, Kultura

#filmowaniedziela – Listy do M. 2

3 grudnia 2015

Chlipanie, pociąganie nosem, masa chusteczek i mokre rękawy – tak w skrócie wyglądały relacje moich znajomych po seansie filmu Listy do M. 2. Przyznaję Wam bez bicia- jednym uchem tego słuchałam, drugim to wypuszczałam… Jasne, jestem romantyczna, płaczę na filmach i wzruszają mnie starzy ludzi (też ci w komunikacji miejskiej), jednak polskie komedie romantyczne słabo do mnie przemawiają. Dodam, że pierwsza część cieszyła się dużym powodzeniem i ja też ją polubiłam. Film był ciepły, powodował na twarzy uśmiech, czuło się magię świąt i tęskniło się do bliskich i wigilijnej kolacji.

Film przy tym był naprawdę zabawny. Postać Karolaka czyli Mikołaja, który z niejednego balkonu zeskoczył, bawiła w pierwszej części bardzo. Postać grana przez Stuhra rozczulała, podobnie jak jak Małaszyński w roli skrytego homoseksualisty, który obawiał się przyznania przed rodziną, że raczej nie zobaczą przyszłej synowej w II Dzień Świąt Bożego Narodzenia. Wszystko było takie wiecie, nasze, prawdziwe, ale w tej prawdziwości jeszcze ładne i łagodne i przyjazne. Oglądając pierwszą część uśmiechałam się w głębi serca do tych tarapatów bohaterów, sama chciałam wybrać się po choinkę i pojechać do domu słuchając piosenki Chrisa Rea „Im driving home for Christmas”.

Listy do M. 2 to historia z goła inna. Pojawiło się więcej wątków i więcej aktorów, np.  Małgorzata Kożuchowska,  Maciej Zakościelny czy Marta Żmuda Trzebiatowska. Najbardziej podobał mi się wątek Dygant i Adamczyka, rozwodników, którzy na nowo się w sobie zakochują. No i Stuhr, który jako fajtłapa życiowa ostatecznie oświadcza się kobiecie swojego życia.

Co do reszty… Romantyczne akcenty? Hm. Śmieszne momenty? Well. Możemy się nabijać z dresa, który wychodzi po pieska na balkon, ze Stuhra, który został wzięty za homoseksualistę w windzie, możemy śmiać się z owieczki biegającej po Arkadii (!?) czy np. Karolaka, który wypowiada kilka zabawnych kwestii.

Ja natomiast zasiadłam w fotelu iii przybiło mnie. Mam wrażenie, że każdy pozytywny akcent tego filmu wypływa z jakiejś tragedii. Nie wiem, może zbyt dużo siebie widziałam w tych historiach, może sobie dopowiedziałam te wszystkie mroczne i smutne myśli bohaterów.

Po prostu ryczałam, jak bóbr.

Słowo daję, już w pewnym momencie przestałam nawet się z tym kryć i wycierać łzy, tylko po prostu siedziałam w tej beznadziejności z uczuciem, jakby mi ktoś rzucił kamień na serce i wypłakałam się za wszystkie czasy.

Muzyka mi się podobała, to na plus, Zakościelny ładnie grał na trąbce, ładnie dał dziewczynie gwiazdkę z nieba, ale chwilę wcześniej zerwał zaręczyny.

Zerwał zaręczyny.

W Wigilię.

I pojechał.

I życzył wesołych świąt.

I zostawił ją tak, narzeczoną swoją, piękną i płaczącą.

I pojechał do innej.

I to się stało w ciągu kilku godzin.

Zerwał zaręczyny dla dziewczyny, z którą spędził jeden weekend. Kilka miesięcy wcześniej. Serio.

Gdzie tu logika?

Listów do M. 2 nie powinny oglądać osoby, które:

  • nie mają jednego z rodziców (głównie ojca)
  • czują się niechciane przez rodzica
  • straciły rodzica z powodu choroby
  • są na wózku inwalidzkim
  • nie mają pieniędzy na operację
  • są nieuleczalnie chore
  • mają złamane serce
  • zostały wystawione na internetowej randce
  • są rozwiedzione
  • zostały opuszczone w święta
  • w swoim otoczeniu mają kogoś, kto się poddał i zrezygnował z leczenia na własne życzenie
  • zostały zostawione z dnia na dzień dla kogoś innego
  • zostały bzyknięte na Mazurach i ten ktoś nigdy nie zadzwonił
  • na święta dostają komplet szklanek lub wazon w tukany za 36,50zł
  • rozbiły związek

Iii wiecie co? Mogłabym pewnie wymieniać jeszcze dłużej, ale robi mi się znów przykro, a to nie o to chodzi. Generalnie film polecam obejrzeć, bo może macie inne podejście i Wam film się spodoba. Ja jednak poczułam znów, jakie to życie jest kruche, jak łatwo można kogoś stracić, jak jesteśmy podatni na słowa innych i jak trudno jest płakać tak, aby nikt nie widział.

To nie jest film o miłości, to jest film o tym, co robi z nami miłość. Jak jest krucha, przelotna mimo wszystko. Moim zdaniem to jest film o tym, że nic nie jest nam dane na zawsze i że każdy przeżywa swoje tragedie. I że miłość nie zawsze jest odpowiedzią, i nie zawsze wystarcza. To jest film o tym, jak jesteśmy słabi właśnie przez miłość. I że ktoś, kto planuje z nami życie nie zawsze nas kocha, i uświadamia sobie to podczas wybierania koszuli czy w momencie, kiedy widzi kogoś, z kim wskoczył do łóżka.

Nie mogłabym zapomnieć o tym małym szczególe: każdy ojciec, którego nie ma, jest zapewne superbohaterem i dlatego nie może być obecny w życiu swojego dziecka…

Włączcie sobie „Holiday”, „Love actually” i poczujcie prawdziwą magię świąt. Rodzinnych, mimo wszystkich naszych życiowych dramatów, pięknych i spokojnych.

Przeczytaj również

11 komentarzy

  • Reply Karina 3 grudnia 2015 at 19:34

    Och, idealnie to opisałaś. Jest w tym filmie coś takiego, co sprawia, że z jednej strony odbieram go jako film dla wszystkich, a z drugiej strony – film dla nikogo. Sama płakałam w kinie w pewnym momencie, a osoba obok mnie siedziąca, mam wrażenie, że w ogóle nie rozumiała, dlaczego łzy zaczęły mi cieknąć akurat wtedy. Tak, jestem na Twojej liście osób, które „Listów…” nie powinny oglądać 🙂

    Wątek Zakościelnego teoretycznie ‚taki romantyczny’, ale no właśnie, tylko wtedy, kiedy zapomni się o Żmudzie… która nie brała udziału w happy endzie. Smutek.

    W jednym zdaniu? To nie jest komedia romantyczna. Mimo wszystko polecam 🙂

    • Reply Paulina Hofman 7 grudnia 2015 at 11:56

      Karina, no właśnie. To nie jest film romantyczny, o słodkiej miłości.
      Nawet wczoraj, jak streszczałam przyjaciółce ten film to znów mi było smutno i prawie obie zaczęłyśmy płakać…

      Ech.
      Całuję,
      P.

  • Reply AnuŚka Bąbik-Daniło 13 grudnia 2015 at 22:41

    Mnie ten film urzekł właśnie tą prawdziwością. Tym, że nagle nie ma cudownego uzdrowienia. Bo niestety tak w życiu często jest. Że nawet w święta dostajemy czasem kopa. Ze warto docenić to, co mamy teraz, bo za moment może tego zabraknąć. Choć faktycznie wątek zerwanie zaręczyn mnie zirytował i cała ta farsa z owieczką była mocno tandetna. Mimo wszystko oceniam na plus, bo też wyłam jak bóbr, a emocje nawet te skrajne są ważne:)

    • Reply Paulina Hofman 14 grudnia 2015 at 11:27

      Jasne, Aniu, jest tak, że w święta się kłócimy, sprzeczamy czy płaczemy. Film na plus, ale bardziej rozpatrywałabym go jako komediodramat a nie komedię romantyczną. Weźmy bohaterkę, do której ucieka Zakościelny po zerwanych zaręczynach – czy faktycznie kobieta miała by w nosie inną kobietę, którą zostawia narzeczony w święta? Wydaje mi się, że takich rzeczy nie robi się tak po prostu, wierzę, że za tym powinno iść coś więcej niż chwilowe uniesienie.

      P.

  • Reply martiarti 14 grudnia 2015 at 12:43

    świetna recenzja, przyznaję, że też nieźle ryczałam w kinie :p

    • Reply Paulina Hofman 15 grudnia 2015 at 10:41

      Dzięki!:) No, ja to szlochałam aż… Tak mi było smutno ogromnie i zamiast cieszyć się happy endem to ciagle rozmyślałam o tym, co do niego doprowadziło.

      P.

  • Reply Kinga B. 14 grudnia 2015 at 14:02

    Jestem na Twojej liście osób, które nie powinny oglądać filmu. Przynajmniej w 4 punktach. Ale „Listy…” widziałam, oczy mi się zaświeciły kilka razy, ale bardziej mnie poruszyła pierwsza część.

    Jeśli chodzi o ojców, których nie ma, bo są superbohaterami i ratują świat… Nie rozumiem takiego tłumaczenia. Mnie nikt nigdy tak nie przedstawił rzeczywistości. Ojca nie było, bo miał inne plany na życie. I tyle. Ale wcale nie był mi do szczęścia w święta potrzebny, bo miałam wokół siebie grono innych ludzi, którzy z powodzeniem otaczali mnie większą dawką miłości, niż mógł mi dać ojciec. I tyle.
    Co do zrywania zaręczyn/rozstań w Święta – nie jest to idealny moment. Ale czy taki istnieje? Czy rozstanie ludzi dzień po Bożym Narodzeniu czy w środku lata ma wpływ na ogrom bólu jaki temu towarzyszy? Chyba nie…

    Najbardziej dała mi do myślenia decyzja Małgorzaty o opuszczeniu szpitala na rzecz spędzenia (być może ostatnich) Świąt w domu, z rodziną, w miłej i ciepłej atmosferze. Patrząc na to z perspektywy jej bliskich – jest to niezaprzeczalnie cios, kiedy ukochana osoba świadomie rezygnuje z leczenia, doskonale wie, że może to skutkować tym, że następnych Świąt razem już nie będzie. Ale patrząc z drugiej strony może jest to troska o dobre wspomnienie spędzanych Świąt razem. Może jeżeli żyjesz (jeszcze) ze świadomością, że za rok Cię zabraknie to chcesz, żeby Twoi bliscy mieli w pamięci radosne Święta z Tobą w domu, a nie widok bladego uśmiechu wystającego spod szpitalnego koca?

    • Reply Paulina Hofman 15 grudnia 2015 at 10:46

      Kinga, mi też nigdy tak nikt nie tłumaczył nieobecności ojca. Po prostu go nigdy nie było, a ja chyba nawet jakoś szczególnie się nie dopytywałam, co i jak.
      Ja wiem, że zerwanie zaręczyn to zawsze trudne przeżycie, ale serio? Zaraz przed kolacją wigilijną, dla dziewczyny, której nie widziało się od wakacji? Można to zrobić w inny sposób z szacunkiem do wszystkich osób, które są w to zamieszane. Małgorzata i jej rezygnacja z leczenia też mi nie pasuje, bo jeśli jej córka zebrała pieniądze na ten cel i jednak jakąś szansę miała ona na przeżycie to rezygnacja z operacji jest moim zdaniem egoistyczna. Gdyby się zdecydowała i została w szpitalu wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. Wtedy kolejne święta byłyby znów spędzone z rodziną… No, ale każdy z nas ma inne podejście do sprawy, wiadomo. Mnie ten film po prostu zasmucił.
      P.

  • Reply BufKaa . 14 grudnia 2015 at 16:03

    Czytając listę osób, które nie powinny oglądać tego filmu zaczęłam się zastanawiać, czy ktokolwiek powinien go oglądać 😀 no , może jedynie jakieś małe dzieci, ale też tylko niektóre

    • Reply Paulina Hofman 15 grudnia 2015 at 10:49

      BufKaa jeju! Jeszcze dzieci i wizja matki, która zabiera pieniądze od dziadków dla wnuka, bo nie mają za co żyć… i nie daje ich chłopcu… Jak widzisz, może dzieciakom też oszczędźmy…
      P.

  • Reply Najlepsze filmy świąteczne Fashionelka.pl 14 grudnia 2015 at 22:19

    […] W tym roku do kin weszła druga część, która nie jest już tak dobra jak pierwsza. Druga część to wyciskacz łez, zdecydowanie nie polecam oglądania tego filmy przed świętami. Świetny tekst napisała o tym Paula. […]

  • Zostaw komentarz