Zdrowa dieta

Jak skutecznie schudnąć?

25 sierpnia 2016

Jak skutecznie schudnąć? Jak sprawić, by nie mieć kryzysu, żeby nie cierpieć, nie płakać i nie narzekać na dietę/trenigi/przestój w zrzucaniu kilogramów?

Ja praktykuję podejście zdroworozsądkowe – jak wiecie, zakończyłam swoje treningi pod okiem trenera po pełnych 5 miesiącach, to co zrobię z tym dalej zależy tylko ode mnie. Nikomu nie muszę już raportować swoich wyników, na siłownię mogę chodzić o której godzinie chcę, bez wcześniejszego ustalenia dokładnych ram czasowych, kiedy mam trening. Jestem panem swojego czasu, swojej diety.

Słyszałam wiele razy podejmując te starania schudnięcia, że moja euforia zaraz się skończy, że rzucę się na jedzenie i nawpierdzielam za wszystkie czasy płacząc jednocześnie, że schrzaniłam. Moje koleżanki, nawet pewnie trener – nie zawsze wierzyli, że trzymam się diety i treningów. A ja robiłam to, co do mnie należy – nie odpuszczałam.

Jasne, zdarzają się dni, w których zwyczajnie nie mam czasu, a że moja siłownia nie jest otwarta całą dobę to wiem, że nie zdążę na trening, albo mam tylko 30-40 minut do jej zamknięcia. Wiecie co wtedy robię? Chodzę wszędzie pieszo. WSZĘDZIE.

Od 3 tygodni mieszkam praktycznie w centrum Warszawy, przy Rondzie ONZ. Wcześniej też odległość do Centrum nie była jakaś porażająca, bo była to ulica Okopowa, na wysokości Żytniej/Leszno, ale częściej wybierałam niestety tramwaj/autobus.

chodzenie

Tak to wygląda obecnie. Oczywiście liczby te dot. kilometrowej odległości do danego miejsca. Może to jest „tylko te 6 km”, ale pamiętajcie, że to tylko w jedną stronę i przeważnie jest to w ciągu jednego dnia, i zarówno z Placu Zawiszy muszę wrócić do domu, jak z siłowni czy Nowego Świata. Dziennie chodzę w granicach tych 6-8 kilometrów. Wcześniej? Mogłam chodzić więcej, ale bałam się, że zabraknie mi czasu i z wygody zawsze wybierałam tramwaj. Teraz, wychodząc rano do pracy nie wychodzę o 8 tylko o 7.50 i na Placu Zawiszy jestem ok. 8.15 – idealny czas, spokojnym tempem z laptopem i torebką więc jakieś obciążenie zawsze mam… 🙂 Dodatkowo nie spisałam tu tych małych odległości z przystanku do przystanku czy jak np. dodatkowo robię rozgrzewkę przed treningiem, idę do sklepu itp.

Przed przeprowadzką słyszałam tylko o tym, że skoro mieszkam w samym centrum, to już w ogóle będę leniwa i będę brać tramwaj/autobus/metro skoro mam taką możliwość, a jest zupełnie inaczej.

Jestem mega dumna z tego, że nawet podczas gorszego dnia czy spadku formy to decyduję się albo na ten długi, kilkukilometrowy spacer, albo idę na siłownię na przekór wszystkiemu. Diety też się trzymam, ale np. wczoraj wieczorem zjadłam dwie brzoskwinie z sorbetem malinowym i żyję! Miałam wielką ochotę na coś niezdrowego, tłustego, albo bardzo słodkiego i wybrałam to, co zaspokoiło moją potrzebę na słodkie i dało mi poczucie, że i tak jest to zdrowszy i lepszy wybór, tzw. #dobrazmiana 😉

We wszystkim trzeba mieć umiar, wszyscy jesteśmy ludźmi. Wiem, że jeśli jednego dnia zjem więcej roślin strączkowych to mój brzuch będzie wyglądać gorzej, jeśli wypiję alkohol, to na drugi dzień twarz będzie opuchnięta, a przed okresem to i tak będę czuć się za gruba. Staram się w tym wszystkim nie zwariować, tylko naprawdę wytrwać. Nie za wszelką cenę, bez uszczerbku na zdrowiu, a wiem, że niektóre osoby popadają w skrajności. Ja tak nie chcę i bardzo się staram.

Ostatnio z braku czasu czy może i chęci nie pojawiłam się na siłowni chyba 5 – okropnie długo. Najdłużej w mojej całej karierze odchudzania. Byłam z Mamą, spędziłam czas ze znajomymi i w zamian tego po prostu dużo chodziłam. Nie mam z tym większego problemu, czasami trochę mi głupio, bo przecież naprawdę uwielbiam siłownię i swoje treningi, ale potraktowałam to jako urlop. Miałam czas dla siebie – zrobiłam paznokcie, wzięłam relaksującą kąpiel, obejrzałam ciekawy film, byłam w kinie, potańczyłam i pochodziłam po muzeach. Takie dni też się przydają. Nie nazywam ich kryzysem, bo nie jest to spowodowane moją niechęcią czy załamaniem diety/treningów. Potraktowałam to jako 5 dni treningu cardio i nóg, a Mama dzielnie dotrzymywała mi kroku.

Ja nie przytyłam z dnia na dzień i wiem, że nie schudnę z dnia na dzień, ale zmiany widziane z miesiąca na miesiąc wynagradzają mi wszelkie moje zmagania. Ja po prostu widzę, że warto i tak właśnie chcę żyć, mając czas dla siebie, ale jednocześnie nie mając wyrzutów sumienia spowodowanych brakiem treningu siłowego przed kilka dni. Jak skutecznie schudnąć? Wytrwać w swoich postanowieniach – to chyba jedyna i najprawdziwsza rada, jaką ode mnie otrzymacie.

Przeczytaj również

Brak komentarzy

Zostaw komentarz