Emocje, Lifestyle

Mentalność grubasa.

2 sierpnia 2016

Mentalność grubasa jest czymś,  z czego nie zdawałam sobie sprawy. Kompletnie! Serio! Im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że to będzie sprawa, która będzie spędzać mi sen z powiek. Już tak jest, a co dopiero będzie później.

Gdy w grudniu podejmowałam decyzję o zmianie życia, tj. schudnięciu, odrzuceniu fast foodów itp. to założyłam to wszystko bez daty końcowej. Nie wiedziałam ile chcę schudnąć, nie wiedziałam w jakim czasie. Wiedziałam tylko, że teraz albo nigdy. Jeszcze w tamtym roku mój wysiłek fizyczny to było: chodzenie po sklepach, chodzenie na śniadanie, chodzenie na obiad czy kolację, na piwo i na wódkę. Sporadyczny seks i w zasadzie tyle. Nie biegałam, nie chodziłam na długie spacery, nie wiedziałam, co to sztanga i że dorośli ludzie też jeszcze używają skakanek. Moja koleżanka skierowała mnie do Dawida, trenera, którego poznała, gdy sama robiła tzw. wakacyjną formę. Spotkałam się z nim zaraz przed Sylwestrem. Kazał mi się zważyć, zmierzyć, chciał żebym opisała, co jadam w mejlu tak, aby łatwiej było ułożyć dla mnie jakiś plan żywienia i treningów. I tak się zaczęło.

Wychodziłam z płaczem z tej pieprzonej sali, stałam i ryczałam pod prysznicem z tej bezsilności, złości, nienawiści do siebie i do tego, w jakim stanie fizycznym byłam. A poza tym? Wszystko było dobrze. Zakochałam się, byłam szczęśliwa. Gruba, ale pewna siebie, mimo tych wszystkich kilogramów i centymetrów to byłam tak przyzwyczajona do tego, co dźwigałam na barkach, że zwyczajnie to pokochałam, bądź zaakceptowałam. Miałam zaplanowany urlop w Maroko i byłam bardzo pewna tego, że wiem, co robię i po co. Pierwsze sukcesy mojej walki z wagą przyszły w zasadzie szybko, wiadomo, że na początku tak właśnie jest. Zaraz potem doszedł rozpad związku, który trochę zaburzył moją wiarę w to, że robię coś dobrze, no bo jak to? Chciał mnie z tymi 10kg więcej a nie chce teraz, kiedy zaczynam o siebie dbać i nawet mi to wychodzi? No cóż. Kwestia tysięcy rozmów z koleżankami, sporo łez i niestety trochę zwątpienia, jednak NIGDY, powtarzam, NIGDY nie rezygnowanie z treningu.

20160616_172542

Jestem teraz tu, siedzę (a może powinnam stać) przed Wami i przyznaję się do swojej największej słabości: braku wiary w siebie. Autentycznie tak zakompleksiona nie byłam jeszcze nigdy, jak jestem teraz. Ważę się non stop, ciągle robię sobie zdjęcia, mam wyrzuty sumienia, gdy zjem coś, co kiedyś wpierdzielałam na potęgę. Jest dobrze, schudłam niemal 20 kilogramów, z obwodów całego ciała straciłam ponad metr! Sam brzuch to chyba 22 centymetry, o ile się nie mylę, a mijając na ulicy dziewczyny oglądam się za nimi i wmawiam sobie, że nigdy to nie będę ja. Że ja nie będę mieć takich łydek, takiej pupy, takich jędrnych ramion i takich rysów twarzy. Patrzę w to lustro i nie widzę tych zgubionych kilogramów.

Na litość boską, do Rzymu w czerwcu spakowałam ciuchy, które nosiłam rok temu bo zwyczajnie ZAPOMNIAŁAM, że schudłam. Ja wiem, że to dziwne, chore, głupie, ale totalnie nie wierze w to, że schudłam aż tyle i że uciekające mi z tygodnia na tydzień centymetry widać. Mówi mi o tym przyjaciółka, Mama, Babcia, jakiś facet skomplementuje, że nie poznał, bo widzieliśmy się ostatnio w listopadzie, a ja nadal nie wierzę. I umniejszam temu, i zamiast przyznać „zajebiście mocno się staram, żeby schudnąć” to mówię „no co ty, jeszcze 15 kilogramów do zrzucenia, wtedy będzie dobrze”.  Jestem tym zmęczona 24 godziny na dobę i każdą randkę mam ochotę odwołać tłumacząc sobie w głowie, że przecież nie widać, że schudłam, bo ciągle jestem gruba.

Siedzę i walczę ze sobą. Nie z jedzeniem, do tego się przyzwyczaiłam. Walczę ze swoją głową, żeby być zadowolona i szczęśliwa, żeby uwierzyć w to, że teraz to naprawdę moje kompleksy powinny być mniejsze niż 20 kilogramów temu. DWADZIEŚCIA KILOGRAMÓW MNIEJ. Tyle mam. To jest tak cholernie dużo, gdyby tak schudła moja koleżanka to powiedziałabym „japierdole, serio? nie wierzę! jesteś mega dzielna”. A tymczasem wiecie, co mówię sobie? „Paulina, odwołaj tę randkę w ciemno, nie wyglądasz jak na zdjęciach- Instagram, Facebook, wszystko kłamie. Po prostu się dobrze ustawiłaś. Jesteś chodzącym rozczarowaniem.” To jest najtrudniejsze. Wiecie? Dieta, treningi, pęcherze, zakwasy – to wszystko nic w porównaniu z tym, co dzieje się w naszej głowie. To jest walka, o której nie wiedziałam, że się odbędzie. Wzięła mnie z zaskoczenia, a ja ciągle, CIĄGLE, staram się ją wygrać.

To jest właśnie mentalność grubasa. W odbiciu lustra może być ciebie mniej, ale w twojej głowie i w twoim myśleniu, jak postrzegają cię inni, wciąż jesteś tą dziewczyną, która sporo waży, sporo je i nic, kompletnie nic, z tym nie robi.

Przeczytaj również

9 komentarzy

  • Reply sink.zodiac 3 sierpnia 2016 at 14:58

    Paulino, trzymam za Ciebie wszystkie moje 2 kciuki! Wiem, że zmiana w głowie to ta najważniejsza – sama przez to przechodziłam (nie wagowo, ale życiowo). Zajmuje dużo energii, wysiłku i tych godzin, których nich nie widzi, bo widzi się przecież tylko efekt! Mam wielką nadzieję, że sobie poradzisz, że uspokoisz myśli, że pokonasz demony. A czas, jeśli chodzi o treningi i zdrowe odżywianie, tylko pomaga – jeśli będziesz wytrwała w tym trybie życia, to wszystko przejdzie w nawyk i pogodzisz się ze sobą :). Powodzenia!

  • Reply Karolina Musiał 4 sierpnia 2016 at 15:23

    Trzymam kciuki! <3

  • Reply Kreatywna Marzycielka 6 sierpnia 2016 at 13:21

    Właśnie dziś odwiedzili mnie dziadkowie. Wiadomo jak jest z Babciami. Słowa „Dobrze wyglądasz” zawsze zamiast wywoływać radość, raczej były sygnałem, że czas się wziąć za siebie. Dziś Babcia idealnie trafiła w punkt wypowiadając zdanie, które od razu musiałam zapisać w swoim dzienniku: „Miłość nie tuczy”. Tak proste, a tak wymowne. Nie mogę się już doczekać, aż przejdę na miłosną dietę. Pozdrawiam i podziwiam za wytrwałość i oczywiście za piękne posty ; )

  • Reply CookYourself 9 sierpnia 2016 at 09:23

    A wiesz, że ja mam to samo! Wszyscy naokoło mówią, boże ale ty schudłaś, pięknie wyglądasz, już nie chudnij a ja co widzę w lustrze? Tą dziewczynę z tymi dodatkowymi (zrzuconymi) 40kg! To już chyba w głowie grubasów zostaje 🙁 Chociaż ja liczę na to, że jednego pięknego dnia wstanę i dojdzie do mnie, że to co zrobiłam to na serio jest piękne W O W! Tego również Tobie życzę 🙂

  • Reply Monika Bryk 16 sierpnia 2016 at 18:40

    chciałabym Cie zobaczyć przed zrzuceniem aż tylu kilogramów…

    • Reply Paulina 19 sierpnia 2016 at 13:14

      Zajrzyj koniecznie na http://www.smakowitykasek.pl to mój blog kulinarny, na którym publikuję posty związane z dietą i odchudzaniem. Tam też pojawiać się będą takie zdjęcia! 🙂
      Pozdrawiam, P.

  • Reply Aleksandra | Wild Rocks 23 sierpnia 2016 at 11:47

    Strasznie to wszystko smutne co piszesz… Odwaliłaś taki kawał swietnej roboty, a nie możesz się tym w pełni cieszyć.
    Trzymam kciuki za wygraną walkę

  • Reply kreatywniezdzieciakami 12 września 2016 at 17:57

    Wiem co czujesz, kompleksy to straszna rzecz, która niszczy nas od środka. Pamiętam siebie z przed lat i ten ciągły brak wiary w siebie, swoje piękno i umiejętności. Dzisiaj jestem zupełnie inna osobą ale mam przy sobie wspaniałych ludzi męża, dzieci, przyjaciół. Nie boję się sięgać po marzenia ciągle próbuję czegoś nowego i nie przejmuję się jeżeli nie wszystko wyjdzie. Trzymam za ciebie kciuki i życzę powodzenia w łapaniu marzeń:)

  • Reply Marysia D 13 października 2016 at 09:26

    Paulina czytam Twoje posty i wiesz co? podziwiam i chylę czoła że miałaś tyle samozaparcia i siły aby tego dokonać! jestem na początku tej drogi i wydaje mi się wręcz górą nie do zdobycia 😉 pozdrawiam serdecznie

  • Zostaw komentarz