Lifestyle

Nie będę ci słodzić.

14 stycznia 2016

To wcale nie jest łatwe. Przyznać się, że ma się problem. Tu nie chodzi nawet o problem. Po prostu w pewnym momencie myślisz sobie „dość”. Ja wiem, jak to banalnie brzmi, dojście do tego momentu zajęło mi całkiem sporo muffinek z czekoladą, brownie, makaronu w sosie śmietanowym i jajek na bekonie. Uwierzcie jednak, że taki moment przychodzi.

Może to być ta chwila, w której na szybko wbiegasz do jakiegoś sklepu z ciuchami, bo porwały ci się spodnie na udach, albo kiedy kupiłaś nowe i czujesz, ze ta pupa to zbyt opięta i szew jakby jest zbyt naciągnięty. Może to być ta chwila, w której odechciewa ci się randkowania i myślisz wtedy, że skoro piękne i szczupłe koleżanki nikogo nie mają, to jakim cudem ty masz kogoś znaleźć. Może to byś ta chwila, w której uświadamiasz sobie, że w tygodniu nie jadasz praktycznie nic innego na obiad prócz makaronu, ryżu, pizzy i ewentualnie fast foodów. Może to ta chwila, w której zastanawiasz się czy właściwie kiedykolwiek spędziłaś dzień bez pieczywa. Może to ten dzień, w którym trochę ci smutno, bo stanik wrzyna ci się w każdym miejscu. Albo chwila, w której uprawiając seks myślisz o tym, jak się ułożyć, żeby nie było widać fałdek na brzuchu, plecach. Kiedy jedziesz w samochodzie obok koleżanki, której udo nie przypomina nawet twojej łydki.

Może też być to chwila w której jesteś szczęśliwa. Tak zwyczajnie układasz sobie na nowo życie. Dobrze ci ze sobą, udają się randki, sypiasz z fantastycznym facetem o niebieskich oczach, pod których kolor wybieracie odcień koszuli. Może to ten moment, w którym zajęcia taneczne przestają ci wystarczać i chcesz się bardziej zmęczyć. Albo planujesz wesele albo rozwód i chcesz na złość zrobić facetowi.

Moment, w którym nikt ci nie dokucza, nie przygaduje, tylko zostawia samą z wyglądem, wagą. Moment, w którym czujesz, że jesteś akceptowana. Przez siebie i innych. W którym nabierasz wiary w siebie i ze spokojem zasypiasz. Mimo tych kilogramów za dużo, tych centymetrów, których nie wiesz kiedy przybyło. Umawiasz się na pizzę, zamawiasz szarlotkę z lodami i bitą śmietaną, ale w pewnym momencie postanawiasz coś zmienić.

Ja jestem właśnie w jednym z tych momentów.

Kiedy odrzucam wszystko to, co uwielbiam najbardziej w życiu, bo serio, uwielbiam jedzenie, gotowanie, próbowanie, pieczenie. Pierwszy raz podchodzę do diety i ćwiczeń świadomie i traktuję to bardzo serio. Jestem podekscytowana, wiem, będzie ciężko, wiem, że muszę do tego podejść z dystansem, aby się od razu nie wypalić, wiem też, że to najwyższy czas i że jak nie teraz to chyba nigdy, wiem też, że to dla mojego zdrowia.

Dam znać, jak jest, kiedy nauczę się lubić życie na nowo, inaczej.

Przeczytaj również

6 komentarzy

  • Reply sink.zodiac 14 stycznia 2016 at 22:54

    powodzenia! trzymam kciuki 🙂 🙂

    • Reply Paulina Hofman 15 stycznia 2016 at 13:33

      Dzięki! 🙂

  • Reply Ruds 20 stycznia 2016 at 23:44

    Trzymam kciuki! 🙂
    A jeśli potrzebowałabyś jakichś psychodietetycznych wskazówek, to służę pomocą 😉

    • Reply Paulina Hofman 21 stycznia 2016 at 15:38

      Och, dzięki! 🙂 Póki co motywacja jest niewiarygodna, ale wiadomo, że zawsze się przyda otuchy trochę!
      Ściskam,
      P.

      • Reply Ruds 1 lutego 2016 at 00:17

        Ważne, że masz motywację! Cieszę się bardzo 🙂

        • Reply Paulina Hofman 1 lutego 2016 at 11:58

          Mam! Dużooo! 🙂
          :*

    Zostaw komentarz