Emocje

O zakochaniu słów kilka.

11 października 2015

Mój drogi przyjaciel Sylwester mówi mi, że nie mam się zakochiwać, bo będę płakać. Ja natomiast zakochuję się całkiem często.

Ładnie pachnie albo super całuje, nosi skórzaną kurtkę i rozmawiamy o płycie Kayah i Bregovica. Kiedyś kupił mi pralinki, wybrał za mnie piwo. Nakarmił dobrą pizzą albo pocałował mnie w rękę. Powiedział, że chciałby przegiąć ze mną strunę albo że mógłby się przyzwyczaić do mnie. I już, bam. Stracona. To wszystko sprawia, że tak, zakochuję się.

Ciągle i nieustannie. Moja romantyczna natura czasami pięknie to pielęgnuje, czasami w grę wchodzą także łzy rozczarowania i zawodu, rzadziej łzy szczęścia, bo chociaż było to krótkie i, jak się okazuje, nic nie znaczące, to jednak było.

Ja zawsze wolałam czuć.

W sensie wiesz, ja nie uciekam, nie oszukuję nikogo. Nie kłamię. Biorę z życia garściami i jeśli w piątkowy wieczór to oznacza pójście na całość to widocznie takie mamy potrzeby. Innym razem wystarczy nieśmiałe złapanie za dłoń tylko po to, żeby w mojej głowie wywołać tornado. Że tak chcę, że tak się palę cała, że aż nie wiem jak to ugasić w sobie. Jasne, często jest tak, że to nie wraca. Że dajemy z siebie dużo, a dostajemy wielkie nic. Ludziom nie zawsze się chce, nie zawsze są otwarci, częściej się boją i uciekają. Częściej im się udaje zwiać na słowo „lubię cię, wiesz?” niż na „nie masz ochoty na seks?”.

O ile mi przyjemniej żyć wierząc w te wszystkie uczucia, emocje, które wzbogacają życie.

Uwielbiam tracić głowę dla rockendrollowca, który opowiada mi o tym, jak to jest być barmanem i że Krzysztof Krawczyk to hasło na palenie (czy coś). Innym razem ktoś karmi mnie słowami romantycznymi, pisze smsy tak piękne, że zapisuje je w zeszycie, żeby pamiętać, jakie emocje u kogoś kiedyś wywołałam. Zakochuję się w nowym artyście, w chłopaku z przystanku autobusowego na Wiertniczej, zobaczę kogoś na imprezie, w tramwaju będę się patrzeć i zerkać z uśmiechem w stronę pana, który wygląda tak, że omójboże.

Wyobrażam sobie wtedy te wszystkie romantyczne sceny, które moglibyśmy odgrywać. Z każdego romantycznego filmu zabieramy najromantyczniejsze piosenki i wyznania. Kiczowate, słodkie, ballady o miłości. I zabij mnie, ale uwielbiam to.

Dzięki temu żyje się lepiej. Jest przyjemniej. Zakochiwanie się jest dobre. Takie wzdychanie, tęsknota. Czujemy i żyjemy. Chcemy dawać z siebie najwięcej, pracujemy nad sobą. Organizujemy czas tak, aby wszyscy byli szczęśliwi, aby wywiązać się ze swoich obowiązków, a jednocześnie znaleźć czas na kawę z Panem Przystojnym.

Ja się nie zmieniam. Pielęgnuję w sobie tę możliwość zakochiwania się. Wierzę, że to dla mnie dobre. Wierzę, że dzięki temu dostrzegam więcej niż inni. How awesome is that?!:)

Zakochajmy się dziś, dobrze? Tak bez pytań i bez obaw. Po prostu pójdźmy na całość.

Martwić zaczniemy się jutro.

Przeczytaj również

6 komentarzy

  • Reply Alicja Ziółkowska 11 października 2015 at 20:40

    Oj, Paulina, Paulina… Ty wiesz 🙂

    • Reply Paulina Hofman 12 października 2015 at 09:17

      Wiem, Alicja, Wiem.
      🙂

  • Reply Marta Toton 11 października 2015 at 20:44

    Martwic zaczniemy sie jutro… i tak codziennie, przez całe życie, bo żaden Pan Przytystojny sie nie pojawiam, nie wcale nie musi byc przystojny. Wystarczy, że mnie kochał.

    • Reply Paulina Hofman 12 października 2015 at 09:18

      Marta, to jak wiesz, z filmu
      – tylko co?
      – tylko mnie kochaj 🙂

      Ale nie możemy też tak bez krytyki wyczekiwać kogoś, kto z łaski swej zwróci na nas uwagę. Szanujmy się i nasz czas 🙂
      Któregoś dnia ktoś zostanie.

      P.

  • Reply Krzysztof Lipinski 12 października 2015 at 18:05

    Cieszę się że się nie boisz kochać, że jesteś zawsze sobą. Tak trzymaj. On napewno przyjdzie i będzie Cię kochał jak wariat. Nie trać nadziei.

    • Reply Paulina Hofman 13 października 2015 at 09:47

      Jak wariat! 🙂

      P.

    Zostaw komentarz