Emocje, Lifestyle

Tinder – dziewczyna też może zagadać

18 lutego 2015

Tindera „odpaliłam” zaraz po przeprowadzce do Warszawy. Słyszałam ciągle o nim od znajomych, czytałam na blogach. Nie czułam potrzeby posiadania tam konta, byłam na „nie” i już.

Stało się tak, że któregoś wieczoru, dokładnie 12 września, zainstalowałam tę apkę.

Tinder to aplikacja, która ma na celu łączyć osoby, które się wzajemnie sobie podobają. Klikamy X lub <3 i widzimy czy dana osoba też nas „polubiła” czy nie. Jeśli również kliknęła serduszko któreś z nas może odezwać się do drugiej osoby. Apka pobiera zdjęcia i dane z Facebooka.

Pisał o tym już Janek (StayFly), pisał o tym Kamil (MrkPassion) i pisała Wysoka (Wysoka.Es).tinder-aplikacja-randkowa-700x353No dobra. Siedzę sobie w domu, muskam ekran telefonu to w prawo, to w lewo. Powiedziałam sobie wcześniej- jak w prawo to tylko 10/10, nie ma zmiłuj.

Odrzucałam wszystkich tych którzy: byli nadzy (serio!), którzy mieli zdjęcia z setką ludzi i musiałabym się zastanawiać pół godziny którego kolesia jest to konto (może to jakiś sposób? Ktoś pomyli właściciela konta z jego przystojnym kolegą, hm?:P).

Mężczyźni pozujący z Kubusiem Puchatkiem w Kołobrzegu, wszyscy Ci z nieswoimi samochodami, z pluszakami, z różami w ustach, z czarnym tłem zamiast zdjęcia. Z dziewczynami, z dziećmi, przesadnie umięśnieni, mający na imię tak, że nie jestem w stanie tego wymówić, pozujących z wartownikami (np. z Grobu Nieznanego Żołnierza itp.) poszli w lewo.

Gdy widziałam tylko tył głowy i widok na góry (równie łyse), Kaczora Donalda, zachody słońca, zbliżenie na Ray Bany, gdy ktoś wskazywał na mnie palcem przez ekran telefonu, i miał dolary w dłoniach (ja to tylko wiem jak zatańczyć dolary i to dzięki Zapytaj Beczkę, nie umiem ich posiadać i robić sobie z nimi zdjęć) – odrzucałam. Koty, ortalionowe dresy, kiety i facetów z lepszymi brwiami od moich też. Okej, odrzuciłam też jednego na traktorze,  zdjęcia z dyskotek z laskami, kumplami i mnóstwem drinków też do mnie nie przemawiały.

Jak widzicie wybredna jestem, no. Jak szaleć. to szaleć.

Zawsze tańczę dolary z Krzysiem:

Jak już dostawałam informację o znalezieniu pary to jeszcze raz przeglądałam profil. Jeśli nadal byłam zdania, że facet może być interesujący, a nie zagadał w momencie ‚dopasowania’ odzywałam się sama. Mam to szczęście, że jestem nowa w mieście i trochę specjalnie napisałam w profilu „świeżo upieczona mieszkanka Warszawy”, a wiadomo, że warszawiacy dbają o słoiki, tak więc narzekać na brak odzewu nie mogłam…

Zagadałam 3 razy i spotkałam się później z tymi trzema facetami. Z dwójką jestem w stałym kontakcie i widujemy się w miarę systematycznie na piwo i pogadać. Do kina też się wybrałam. I przeżyłam! I oni przeżyli! Chyba nie mają mi za złe tego, że odezwałam się pierwsza. Mój instynkt się nie pomylił i kredyt zaufania spłacili w 100%.

Także ten, drogie Panie, zagadajcie, jeśli macie na to ochotę 😉

Przez szklany ekran nic Wam nie grozi, a na piwo umówicie się wtedy, kiedy poczujecie potrzebę. Nie czułam się źle z tym, że to ja pierwsza napisałam- jestem świadoma, otwarta i wiem kiedy mam ochotę porozmawiać z druga osobą, a kiedy nie.

Co prawda obecnie na Tindera wchodzę bardzo sporadycznie bo po prostu początkowo chciałam go przetestować i sprawdzić samą siebie to mimo wszystko tam zaglądam:) Uważam, że jeśli ma się szczęście, to można trafić na wartościowych ludzi, z którymi można zbudować prawdziwą relację.

A, tak, generalnie dwa razy spotkanie zainicjowałam ja, ale było to bardzo naturalne i taka po prostu była kolej rzeczy 🙂

Przeczytaj również

Brak komentarzy

Zostaw komentarz