Emocje

Zapomniałaś, jak to jest.

2 marca 2016

Zapomniałaś, jak to jest przykrywać kogoś w nocy kołdrą, jak nakrywać czyjeś ramiona, by nie zmarzły. Że można się zbudzić w nocy tylko po to, żeby naciągnąć tą kołdrę, poprawić poduszkę, albo zbliżyć się na odległość nosa. Zapomniałaś, jak to jest leżeć twarzą w twarz z kimś. To jest taki poziom intymności, wyższy niż seks. Seks upraszcza. Jasne, seks jest cudowny. To, jak błądzi po twoim ciele, palcami przesuwa kosmyki włosów na twojej twarzy lub łapie mocno twoje włosy, bo wie, że cię to kręci. Rozkładanie nóg jest w zasadzie proste – bliskość w postaci seksu jest praktycznie oczywista od którejśtam randki. Wiesz, jak to się potoczy, wiesz, jaki jest schemat. On na górze, może pod koniec ty. Weźmie cie od tyłu lub pokieruje twoją głowę w dół jego rozporka. To jest proste, jesteś na to przygotowana. Nie jesteś natomiast przygotowana na to, że zostawi na tobie swoją koszulkę, że w kubku obok twojej różowej szczoteczki do zębów pojawi się inna. Że obok żelu pod prysznic będzie teraz stała Ziaja dla facetów, w czarnym opakowaniu.

Zapomniałaś, jak to jest martwić się o kogoś i tęsknić. Kiedy nie odzywa się przez dłuższą chwilę, kiedy wychodzi do sklepu, kiedy ty masz babskie wyjście i chciałabyś wpaść na niego w centrum. Zapominasz, że można tak tęsknić, że aż zasycha ci w gardle, kiedy widzisz go na szklanym ekranie. Że czasami wzrusza cię słowami tak, że uciekasz wzrokiem, żeby się nie popłakać.

Zapomniałaś, że ktoś może się pojawić na chwilę dłużej niż dwie noce. Trochę to dla ciebie dziwne, nie czujesz się z tym super bezpieczna. Trochę się boisz, nie chcesz tego przerabiać znów. Tych rozstań i powrotów. Kłótni i szaleństwa. Zazdrości i wyłączności. Wiecznego zastanawiania się i myśli o tym, co może pójść nie tak. Ten jeden, jedyny raz nie chcesz już wróżyć z fusów. Nie chcesz znać przyszłości, zapominasz o przeszłości. Liczy się to, co teraz.

Zapomniałaś, jakie to uczucie, kiedy chodzisz po galerii handlowej i nagle wszystko ci się podoba, wszystko pasuje do jego kuchni. W każdym kubku widzisz jego herbatę i w lunch boxie widzisz kanapki, które mogłabyś mu robić. W ostatniej chwili jednak odkładasz ten kubek z uroczym napisem „zróbmy kawę i chodźmy porozmawiać o naszym pięknym życiu”, cofasz rękę od deski do krojenia, która na pewno by go rozbawiła. Jeszcze trochę uciekasz. Przypominasz sobie, co kiedyś poszło nie tak, mówisz sobie, że nie będziesz urządzać mu tej kuchni, bo to nie wasza wspólna tylko jego. Że nie kupisz tego, że powinno mu wystarczyć, że jesteś, nic więcej. Żadnych oczekiwań. Więc ganisz siebie trochę za to, że najpierw chciałaś, nie za to, że sobie tego odmówiłaś. Wracasz więc do siebie, jak gdyby nigdy nic, rozmawiacie o tej nowej narzutce, nowym telewizorze, desperadosach, zmywasz naczynia, a on pokazuje kubek, który kupił. Dla ciebie. Do swojego mieszkania. Żebyś miała w czym pić herbatę. Żeby był tylko twój. Kubek taki wiesz, walentynkowy, w gimnazjum się takie dostawało. Z sercami, z balonami i napisem „kocham cię”. I pęka w tobie coś. Bo stoisz, jak stałaś, teraz przed nim. Z sercem na dłoni.

Zapomniałaś, że nie zawsze było tak, że się bałaś. Że kiedyś byłaś otwarta i gotowa. Że chciałaś kochać i być kochaną. Że nie bałaś się zaangażowania, nie wierzyłaś w koniec miłości. Zapomniałaś, że są jeszcze ludzie, którym warto ufać.

Zapomniałaś, ale na szczęście jest on. Pojawił się znikąd w zasadzie, ujmujesz w swoje dłonie jego twarz i całujesz te usta, które smakują najlepiej. Przypomina ci wszystko to, czego nie miałaś, a do czego tęskniłaś. Uczy na nowo każdej z podstawowych rzeczy, każdego uczucia. Małe rzeczy, cudne drobnostki – uczysz się ich świadomie, wyłapujesz wszystkie. Oboje. Jesteście nastawieni na naukę. Siebie wzajemnie. Inspirując się wzajemnie dążycie do czegoś większego. To jest takie piękne, aż chce się być świadkiem powstawania takiego uczucia, takiej relacji. W której stajesz przed nim prawie naga i nie pamiętasz, że jeszcze wczoraj martwiłaś się, że może cię nie polubić i nie zaakceptować.

Teraz tańczycie w korytarzu mieszkania, on obraca cię dookoła, a Barry White śpiewa cicho kołysząc was oboje i już to wszystko pamiętasz.


Kadr pochodzi z filmu „Dirty dancing”.

Przeczytaj również

15 komentarzy

  • Reply Lisbeth 3 marca 2016 at 00:33

    Chciałabym jeszcze kiedyś czegoś takiego doświadczyć, umieć się otworzyć i zaufać…

    • Reply Paulina Hofman 7 marca 2016 at 10:57

      Doświadczysz, to przychodzi bez pytania, wiesz? 🙂
      P.

      • Reply ka 8 marca 2016 at 09:48

        i naturalnie. choć nikt w to nigdy nie wierzy, dopóki nie doświadczy.

        • Reply Paulina Hofman 8 marca 2016 at 17:12

          🙂 dokładnie tak!

          Jakkolwiek głupio by to nie brzmiało: wszystko w swoim czasie.
          P.

      • Reply Lisbeth 28 marca 2016 at 21:30

        Tylko trzeba trafić na odpowiednią osobę. Nie na taką, którą ma się za „odpowiednią”, a która tak naprawdę jedynie niszczy.

  • Reply jakotako 3 marca 2016 at 01:11

    Piękne! 🙂

  • Reply Katarzyna Marczyk 3 marca 2016 at 01:12

    Piękne!

    • Reply Paulina Hofman 7 marca 2016 at 10:57

      🙂
      Dziękuję.

  • Reply sink.zodiac 5 marca 2016 at 14:44

    Bajka 🙂

    • Reply Paulina Hofman 7 marca 2016 at 10:57

      🙂 Witaj w mojej bajce!
      P.

  • Reply Asica 7 marca 2016 at 19:56

    A w tle David Bowie. Dzięki za ten tekst

  • Reply Annette 8 marca 2016 at 10:39

    Może kiedyś znów się zakocham. Może kiedyś znów się właśnie tak otworzę. Na razie mam w sobie totalną pustkę…

    • Reply Paulina Hofman 8 marca 2016 at 17:13

      Annette,
      zadbaj o siebie, a potem zobaczymy co będzie.
      P.

  • Reply Julie 13 marca 2016 at 00:50

    Cudowny tekst, trafiający w najdalszy zakamarek duszy. Aż łzy się pojawiają. Tylko nie jestem pewna czy ze wzruszenia czy raczej z odczuwanego braku. / J.

    • Reply Paulina 13 kwietnia 2016 at 16:18

      U mnie przeważnie jest to mix tych dwóch stanów…
      P.

    Zostaw komentarz