Emocje

Znów może się nie udać.

2 lutego 2016

Jest taki czas, w którym chcesz. Chcesz miłości, super faceta, chcesz mieć komu parzyć herbatę i mówić, że kochasz, tęsknisz, myślisz. Chcesz kupować męskie koszulki, piankę do golenia, ubierać poszewki na dwie poduszki. Kupować zapachowe świece, mówić mamie, że na pewno polubi twojego nowego faceta. Chcesz, żeby ktoś czekał, budził cię pocałunkiem albo chociaż miłym słowem. Chcesz tego. Bez względu na wszystko. Potrzebujesz miłości i chcesz ją dawać.

Ja wiem, jesteś trochę poturbowana. Ciągle łudziłaś się, że on wróci, że uświadomi sobie, że jesteś kobietą jego życia, że razem posłuchacie winyli. Że każe ci wrócić, przyjedzie po ciebie, zadzwoni po pijaku i powie, że z tobą, jak nigdy z żadną. Że dobrze mu było, że cię kochał i pragnął, że uwielbiał oglądać cię, gdy w kuchni smarowałaś tosty keczupem i jak upijałaś się piwem z nim i jego kolegami. Że wszyscy cię lubili i wpadali bez zapowiedzi. Że wasze mieszkanie było niczym klub spotkań towarzyskich. Graliście na ps4, zamawialiście pizzę i jaraliście zioło. Innym razem uprawialiście seks na zmianę z gapieniem się w sufit. Kupował ci kwiaty, chodziliście nad rzekę. Ale odszedł. Koniec, nie ma.

Kilka lat później jesteś tu. Na skraju miłości do innego mężczyzny. Który jest. Który okazuje ci uczucia i troskę. Uwielbiasz go, może nawet kochasz. To inny rodzaj miłości, trochę dojrzalszy chyba, poważniejszy. Teraz myśląc o mężczyźnie pierwszy raz w życiu faktycznie wierzysz w to, że to może być to. Że ten facet to ten, chociaż banalnie to brzmi i tanio, to chcesz mu obiecać wieczność. I wtem przychodzi ta myśl, która cię paraliżuje.

Że znów może pójść nie tak.

Że wieczność potrwa jeszcze tydzień, miesiąc, rok czy dwa. Że w momencie, kiedy się go nauczysz będziesz musiała zapomnieć kształt jego dłoni. Że nie chcesz się uczyć nowej muzyki z nim, że najchętniej robiłabyś kopiuj-wklej z twoich wspomnień. Że ciężko ci przełamać się i zaufać. Że jeśli już zaufasz, to znów rozmienisz się na milion kawałków. Masz wrażenie, że jeśli teraz odejdzie, to już więcej nie spróbujesz. Że wszystko ma swoje granice i że nie będziesz umiała już oddać się komuś na tyle, by myśleć o szczęściu nie tylko swoim, ale też jego.

Jak to pisała Olka (zajrzyjcie koniecznie na jej profil na tumblerze)- ludzie boją się zmian. Adaptują się do zmian otoczenia gorzej lub lepiej. Musimy rozmawiać, rozwijać się wspólnie – po pół roku nie jesteście tymi samymi ludźmi i możecie nie znaleźć wspólnego języka – tak może być. Jeśli rozstanie wyniknie właśnie w taki sposób to jest ono poniekąd naturalne – będzie ono oznaczać, że nie przystosowaliście się do zmieniających się warunków – lepiej późno niż później.

Życzę wam, i sobie też, żebyśmy się tak nie zamykali i nie przyjmowali wszystkiego za pewnik. O relacje trzeba dbać, o siebie trzeba odpowiednio zadbać. O ładne paznokcie, czyste buty, o orgazm jeden czy drugi. Obojętnie jak to cliché nie brzmi – wszystko płynie i musimy się temu poddać, podążać za tymi zmianami, rozwijać się. Jeśli będziesz tego świadoma, to tobie i twojemu facetowi nic nie grozi, serio.


Kadr pochodzi z filmu „Blue Valentine”, którego nie powinniście oglądać, gdy Wam smutno lub gdy Wasz związek przeżywa trudniejszy okres… Generalnie film piękny, ale rozwala totalnie.

Przeczytaj również

2 komentarze

  • Reply Karina 5 lutego 2016 at 00:05

    „że wieczność potrwa jeszcze tydzień, miesiąc, rok czy dwa.” #sotrue. w sumie to nigdy nigdy nie wiadomo, ile potrwa wieczność…

    • Reply Paulina Hofman 9 lutego 2016 at 10:22

      No właśnie, trochę to przerażające, że nigdy nie wiadomo na co się nastawiać…
      P.

    Zostaw komentarz