Emocje, Lifestyle

Brakuje mi kontekstu.

21 czerwca 2015

Jak poznałaś swojego chłopaka? Jak to się stało, że poprosiłeś ją o numer? Mogliście wpaść sobie w oko na przystanku autobusowym, siedzieliście obok siebie w tramwaju, kupowaliście tę samą książkę w empiku. Kolega was poznał, rozmieniłeś jej pięćdziesiąt złotych na drobne, wcisnąłeś jej piętro w windzie, wasze psy przypadły sobie do gustu. To wszystko sprawia, że wy sami dziejecie się w jakimś kontekście, dzieje się jakaś historia, która bardziej lub mniej ciekawie sprawia, że w tej konkretnej chwili się poznajecie i tworzy się relacja. Na próżno szukać kontekstu np. na tinderze. Nie masz tam historii, nie masz tam kontekstu – no, może jeden (wiesz jaki).

Wydaje mi się, że całkiem trudno jest zdecydować się na spotkanie z kimś poznanym właśnie tam. Jasne, możecie rozmawiać ze sobą godzinami i dniami, czekać na wiadomość dzień czy dwa, oglądać wciąż te zdjęcia i „lajkować” momenty. Odczuwasz to, wiesz, że to prawdziwe. Jednak nie wiesz jak on pachnie, nie wiesz czy ton jej głosu ci odpowiada. Czy jej kolana są na tyle filigranowe, że chciałbyś położyć na nich dłoń. Gdzieś pomiędzy dwoma machnięciami palca na lewo i jednym na prawo, gubisz kontekst. Zagadujesz bo ma fajne cycki na zdjęciu, albo w opisie wymienia tytuł filmu, który lubisz. Widzisz jej twarz, sylwetkę. Nie widzisz czy się garbi, czy ma krzywe nogi. Nie wiesz czy gdyby nie zdjęcie z dużym dekoltem kiedykolwiek zwróciłby na ciebie uwagę. Możesz mieć taką nadzieję, tłumaczyć sobie, że przecież poznaliście się dobrze pisząc ze sobą, niekoniecznie wymieniając sprośne wiadomości na whatsappie. Jest jednak tak, że tinder chce żebyś ocenił po zdjęciu, to w końcu ukazuje się twoim oczom na początku – nie opis, ale jedna fotografia. Licznik wspólnych znajomych i kliknięcia „lubię to” na fejsie. Dopiero jeśli to do ciebie przemówi dajesz jej/jemu szanse i oglądasz więcej zdjęć – decydując – chciałbym z nią pogadać, poznać jego lub się ze sobą przespać. Zdjęcie. Pamiętaj. Jedna szansa na tysiąc. Bierzesz albo nie bierzesz.

Wiem, że czasami jest potem już tylko pięknie, bo sama miałam kilka razy takie sytuacje – że wow, nadajemy na tych samych falach, dodatkowo jest niesamowicie zabawny, a przystojny tak, że ach! Kupuje tabliczkę czekolady, siadacie w parku gadając. Idziecie na spacer, zaliczacie herbatę w jednej kawiarni i rozmawiacie o muzyce. Innym razem kupujecie do kina wino i popijacie je czując na sobie zazdrosny wzrok ludzi, którzy w życiu by się na to nie odważyli.

Jest też czasami tak, że po prostu nie zagra. Spotykacie się i nie ma tych pozytywnych wibracji, patrzysz na nią i wiesz, że nie masz ochoty skraść całusa odprowadzając ją na przystanek czy pod blok. Zerkasz nerwowo na zegarek i wymyślasz, że ktoś na ciebie czeka. Kaszlesz na siłę i pociągasz nosem udając, że jesteś przeziębiona. Nie odbierasz telefonu na drugi dzień lub zdawkowo odpisujesz na wiadomości, czasami nawet z kropką nienawiści na końcu zdania.

Wydaje mi się, że dużo prościej jest tworzyć relację z kimś poznanym w tradycyjny sposób – nie przez anonse na sympatii, ogłoszenie się na tinderze. To wszystko jest teraz na topie, korzystamy z tego na co dzień. O ile jednak fajniej jest poznać kogoś nie przez wyretuszowane zdjęcie, na którym nie widać, że lewa powieka nam opada. Unikamy wtedy krępujących pytań np. o wzrost, które w dużej mierze skreślają drugą osobę (w przypadku kobiet wysokich bynajmniej), wiemy czy kogoś styl ubioru nam odpowiada czy może jednak wyjście do kina z nowo poznaną dziewczyną, z porwanymi jeansami i flanelową koszulą w kratę, nie było najlepszym wyjściem.

To wszystko to banały, najprostsze rzeczy, których uczymy się poznając drugą osobę. Jasne, ja też korzystam z tindera, ostatnio, szczerze mówiąc, jest to fala porażek, ale brakuje mi czasem tego, aby poznać kogoś „po prostu”. Stojąc w tramwaju, kupując pieczywo, wychodząc z psem czy podpisując polecony.

Trochę chyba jesteśmy uzależnieni od tego pierwszego… nie wrażenia, ale zdjęcia. Nie można mówić o pierwszym wrażeniu oceniając kogoś po jednej fotografii. Jeśli korzystacie z tych wszystkich aplikacji, które mają wam ułatwić znalezienie szczęścia na krótko lub na długo, do rana lub do 50tki to wyłączcie się na chwilę. Serio.

Wylogujcie się chociaż na tydzień, kto wie – może to będzie najlepszy tydzień w waszym życiu? 🙂

Przeczytaj również

Brak komentarzy

Zostaw komentarz