Emocje

(UN)Happy End na lotnisku

3 marca 2015

Wszyscy to znamy.

Lotnisko. Zakochany mężczyzna zdaje sobie sprawę, że nie może pozwolić odejść kobiecie swojego życia. Biegnie za nią, przepycha się wśród ludzi, na końcu wyznaje miłość i namiętnie całuje. Na pewno oglądaliście film Love Acctually (pozycja obowiązkowa przed świętami!), początek mówi właśnie o tym, że na lotnisku dzieją się piękne rzeczy, magiczne, że nikt tam nie przychodzi ze złymi zamiarami (kłóciłabym się i wywołała np. kwestię terrorystów, ale pójdę łagodniejszym torem – rozstań).

Jasne, byłam świadkiem pięknych pożegnań i przywitań, sama rzuciłam się w objęcia kolegi, którego nie widziałam ponad 2 lata, a on podniósł mnie wysoko i wyściskał. Innym razem czekałam z utęsknieniem na znajomą twarz, a pewien wojskowy brał w objęcia swojego nowo narodzonego synka.

Zróbcie eksperyment – wybierzcie się na lotnisko, usiądźcie i obserwujcie zachowania ludzi. Będą żegnać się z uśmiechem i nadzieją, że niedługo zobaczą drugą osobę, z obawą, przed najgorszym. Może zauważycie, że kobieta, która właśnie odprowadziła męża na lotnisko, już na parkingu rzuca się w ramiona kochanka.

Muszę Wam zdradzić sekret – 99% sytuacji, które zaobserwujecie będą związane z okazywaniem sobie miłości, radości, przyjaźni, tak jak tu:

Co jeśli jednak on za Tobą nie pobiegnie? Jeśli żegnasz się z nim w gniewie, prawdopodobnie nie życząc mu wszystkiego najlepszego. Z niekrytym rozczarowaniem, że dlaczego, przecież masz na nogach te szpilki najlepsze, włosy związane w luźnego koka. Na twojej szyi widać ślady jego pocałunków, a suwak sukienki nie jest do końca zapięty. Jedziecie taksówką, milczysz, w nadziei, że on przerwie tą głuchą ciszę. Siedzisz na ławce, jest już po odprawie. W głowie widzisz sceny miłosne z każdego oglądanego przez siebie filmu. Czekasz na te słowa, na te wszystkie banały. I nic. Nic się nie dzieje.

Żegnasz się pocałunkiem w polik, zjeżdżasz ruchomymi schodami na przystanek autobusowy. Odwracasz się, co kilka minut mówiąc w duchu: „za dużo romantycznych filmów się naoglądałam, za dużo głosu Hugh Granta w mojej głowie”… ale oglądasz się mimo to, przez prawe lub lewe ramię. Szukając drobnych na bilet w torebce niechcący odwracasz się w kierunku rozsuwanych drzwi, przez które wyszłaś. Bez niego.

Autobus przyjeżdża. Ty wsiadasz. Sama.

Przeczytaj również

2 komentarze

  • Reply magda 8 grudnia 2015 at 10:46

    kiedyś lotnisko było dla mnie tylko lotniskiem. miejscem, które właściwie omijałam szerokim łukiem, bo nie lubiłam latać, a wręcz panicznie się tego bałam. teraz? teraz lotniska kocham i jeszcze bardziej niż kiedyś nienawidzę. bo są dla mnie miejscem powitań i pożegnań, a tych ostatnich bardzo nie lubię. i chyba nigdzie w ciągu ostatniego roku nie wylałam tylu łez, co na lotniskach właśnie.

    • Reply Paulina Hofman 8 grudnia 2015 at 17:00

      No lotniska są specyficznym miejscem 🙂 Ja na takim jednym płakałam bardzo w grudniu tamtego roku i w kwietniu do kogoś, kto nie mógł zostać. Ale mimo wszystko kocham latać i chciałabym robić to częściej 🙂 Powroty też lubię.
      P.

    Zostaw komentarz