Emocje

Mamo, nie wyszło.

8 czerwca 2015

Każdy z nas przechodził kiedyś etap „rzucam to w cholerę” i wyjeżdżam. Kupuję bilet w jedną stronę, biorę najpotrzebniejsze rzeczy i szukam szczęścia gdzieś indziej. Wszystkie nasze nadzieje, plany, marzenia, wyśnione na jawie sny po prostu nie zadziałały.

Czasami przeraża mnie to, w jakim miejscu w życiu znajdują się ludzie. W takim bez wyjścia, kiedy, ma się wrażenie, że mimo iż człowiek chce się ruszyć, to nie powinien. Coś zniszczy, złamie, obróci się niezgrabnie, niczym słoń w składzie porcelany i wszystko obok runie, ulegnie zniszczeniu.

Kiedy zdałam maturę zapakowałam swoje rzeczy, kilka garnków, ręczników, pościel, sztućce i ruszyłam.

Do Łodzi. Do ukochanego (jego, nie miasta, chociaż miasta wtedy trochę też).

Wiecie o co chodzi? Ja, z takiej wiochy, do dużego miasta, z ogromnymi nadziejami. Trochę, jak z tych wszystkich badziewnych, acz uwielbianych przeze mnie komedii romantycznych, jak z Coyote Ugly – jakieś tam coś o marzeniach, karierze i miłości rodem z „Przeminęło z wiatrem”. Ruszyłam do miasta, w którym chciałam żyć.

„W wielkim mieście rośnie balon wielkich marzeń” –> Kombajn do zbierania kur po wioskach

A czasami jest tak, że nie wychodzi. Jeśli nawet w liceum byłaś popularna, nie miałaś problemu z nawiązywaniem przyjaźni, znajomości, a chłopcy podbijali średnio dwa razy dziennie po twój numer, w nowym mieście może nie być tak łatwo.

Przekonałam się o tym dosyć boleśnie mieszkając w Łodzi. Z liceum, w którym miałam mnóstwo znajomych przeniosłam się na studia, na których nie mogłam się odnaleźć. Nie było koleżanek i kolegów, nie było piątek na kolokwiach, nic nie przychodziło tak łatwo, jak na to liczyłam. Kłody pod nogi, nieudane próby odnalezienia własnego ja. Bardzo stresujący, męczący czas, który nauczył mnie, że w życiu czasami nie wychodzi.

Jestem w Warszawie od 10 miesięcy i czuję niesamowitą zmianę. Jestem z siebie nieustająco dumna. Zmieniłam swoje życie o 180 stopni, wszystko wokół mnie rozpadło się na tysiąc części, a ja zrozumiałam, że dotychczas byłam wybrakowana.

Chcecie banałów? Każdy z nas jest kowalem swojego losu i tak naprawdę wszystko leży w naszej mocy.

W pewnym momencie można przyznać się przed sobą, że po prostu nie wyszło. To nie powód do wstydu, nie musimy się chować przed spojrzeniami innych. Czas nie zawsze nam sprzyja, a bilet w jedną stronę jest pomyłką. Ja wiem, że nic tak nie boli jak rozczarowanie. Wiem też, że czasami nie przeskoczymy pewnych rzeczy. Ludzie nas zawiodą, a i my okażemy się zbyt słabi, by zrobić krok, w przeciwnym do zamierzonego wcześniej, kierunku.

To, że teraz nam nie wyszło nie przesądza o naszym dalszym życiu. Ja wiem, że w danej chwili rozpatrujemy to jako życiową porażkę, mamy do siebie mnóstwo pretensji i żalu do świata. A słowa „Mamo, nie wyszło” są tak trudne do wypowiedzenia, że nie wiadomo czy spalenie się ze wstydu to właśnie to uczucie, które ogarnęło nasz organizm.

Może potrzebujemy zmienić perspektywę, może potrzeba nam czasu lub kopa w dupę.

Spokojnie, kiedyś wyjdzie.

Przeczytaj również

2 komentarze

  • Reply no marta 8 czerwca 2015 at 15:06

    mogę zostać Twoim najbardziej upierdliwym komentatorem? 😉
    nieudane pisze się łącznie, a obrót o 360* to powrót do punktu wyjścia
    tyle z formalności i mojej wrodzonej upierdliwości. jestem teraz na etapie okłamywania się, że się uda, jeśli jeszcze troszkę się postaram, jeśli się nie poddam. nie umiem zaakceptować porażki i walczę sama ze sobą, żeby obrócić ją w zwycięstwo albo chociaż powrót o do punktu wyjścia.

    • Reply Paulina Hofman 9 czerwca 2015 at 07:28

      Ojeju, przepraszam, aż mi głupio! Nie znoszę błędów i staram się ich nie robić, a tu zobacz 🙂

      Nie ma sensu się okłamywać! Im wcześniej zdasz sobie sprawę, że źle podeszłaś do sprawy tym szybciej będziesz w stanie to zmienić i spróbować jeszcze raz 🙂

    Zostaw komentarz