Emocje

Gwiazda rocka

27 marca 2015

Od zawsze marzył ci się facet w trampkach, ze zbuntowanym spojrzeniem, gitarą w pokrowcu. Artysta. Buntownik z wyboru. Taki nieposkładany, co ty byś mogła go uratować, ocalić?

Jasne, oczywiście, masz świadomość tego, że umawia się dużo, że wzdychają do niego, gdy zamruczy im do ucha „No, to opowiadaj jak u ciebie”. Chcesz jednak to przeżyć na własnej skórze. Chcesz poczuć wzrok innych, dużo ładniejszych lasek, z większymi cyckami i pocałować go przy nich, żeby wiedziały, że nie tym razem… 😉

Generalnie.

Nie bierzesz go sobie do serca, nie angażujesz się, ale jednocześnie nie umiesz go sobie odpuścić. Może ci mówić i pisać piękne rzeczy, o 3 w nocy klecić piosenkę albo wiersz. Pić z tobą wódkę do rana, trzymać zapalniczkę, kiedy chcesz zapalić. Chwalić twoją kuchnię i biust. Do tego zabrać na kolację czy dwie. Poznać twoje koleżanki, zrobić na nich piorunujące wrażenie, bo przecież czuje się gwiazdą, zachowuje się jak gwiazda i wszyscy na niego patrzą jak na gwiazdę. Rocka.

Date, Dinner, Eating, Glas, Love, Lunch

Jesteś na tyle ogarniętą dziewczyną, że na nic porady przyjaciółki „nie angażuj się, ani nie zakochuj”, bo jesteś przecież tego świadoma.

Gwiazda rocka. Naopowiada ci pierdół, wypłacze ci się w rękaw, powie, że ty i długo długo nikt, a kiedy ty już prawie w to uwierzysz, to on się wycofa.

I na co ci udowadnianie wszystkim dookoła, że nie jesteś zaangażowana i że nic dla ciebie nie znaczy, skoro bierze cię cholera, kiedy opowiada ci o jakiejś innej lasce, którą poderwał. I to jej teraz kupuje szota przy barze, ONA wkłada mu ręce pod koszule, nie ty. I bawisz się, tańczysz z przyklejonym uśmiechem, żeby wracając sama do domu, w nocy, zdać sobie sprawę, że właściwie to po co?

Po co udawać, że „okeeej, przecież wiem”. Jeśli umiesz odsunąć na bok swój zawód, poniekąd miłosny, to okej – zdobyłaś fajnego kumpla, z którym dobrze się rozumiesz. Jeśli jednak patrząc na niego masz poczucie straty – czasu, siebie, pieniędzy, czy tzw. zachodu to po prostu zostaw. Zostaw to za sobą, bądź wdzięczna za kolejną lekcję życia, uśmiechnij się na wspomnienie jakiejśtam piosenki czy zapachu i idź do przodu.

Nikt na siłę z tobą nie zostanie. Zrozum to wreszcie – to, że ty chcesz nie znaczy, że i on chce.

Przeczytaj również

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Przepisy

Gwiazda rocka

11 lutego 2015

Od zawsze marzył mi się taki facet w trampkach, ze zbuntowanym spojrzeniem, gitarą w pokrowcu. Artysta. Buntownik z wyboru. Taki nieposkładany, co ja bym mogła go uratować, ocalić. Jasne, oczywiście, masz świadomość tego, że umawia się dużo, że wzdychają do niego, gdy zamruczy im do ucha „No to opowiadaj jak u ciebie”. Chcesz jednak to przeżyć na własnej skórze. Chcesz poczuć wzrok innych, dużo ładniejszych lasek, z większymi cyckami i pocałować go przy nich, żeby wiedziały, że nie tym razem… 😉

Generalnie.

Nie bierzesz go sobie do serca, nie angażujesz się, ale jednocześnie nie umiesz go sobie odpuścić. Może ci mówić i pisać piękne rzeczy, o 3 w nocy klecić piosenkę albo wiersz. Pić z tobą wódkę do rana, trzymać zapalniczkę, kiedy chcesz zapalić. Chwalić twoją kuchnię i biust. Do tego zabrać na kolację czy dwie. Poznać twoje koleżanki, zrobić na nich piorunujące wrażenie, bo przecież czuje się gwiazdą, zachowuje się jak gwiazda i wszyscy na niego patrzą jak na gwiazdę. Rocka.

Jesteś na tyle ogarniętą dziewczyną, że na nic porady przyjaciółki „nie angażuj się, ani nie zakochuj”, bo jesteś przecież tego świadoma.

Gwiazda rocka. Naopowiada ci pierdół, wypłacze ci się w rękaw, powie, że ty i długo długo nikt, a kiedy ty już prawie będziesz mogła powiedzieć „wprowadzaj się” to on się wycofa.

I na co ci udowadnianie wszystkim dookoła, że nie jesteś zaangażowana i że nic dla ciebie nie znaczy, skoro bierze cię cholera, kiedy opowiada ci o jakiejś innej lasce, którą poderwał. I to jej teraz kupuje szota przy barze, ona wkłada mu ręce pod koszule, nie ty. I bawisz się, tańczysz z przyklejonym uśmiechem, żeby wracając sama do domu, w nocy, zdać sobie sprawę, że właściwie to po co?

Po co udawać, że „okeeej, przecież wiem, że byłam styczniem” (tak, tak, Słodki listopad był grany i jestem na etapie – podobieństwo za podobieństwem).

Jeśli umiesz odsunąć na bok swój zawód, poniekąd miłosny, to okej – zdobyłaś fajnego kumpla, z którym dobrze się rozumiesz. Jeśli jednak patrząc na niego masz poczucie straty – czasu, siebie, pieniędzy, czy tzw. zachodu to po prostu zostaw. Zostaw to za sobą, bądź wdzięczna za kolejną lekcję życia, uśmiechnij się na wspomnienie jakiejśtam piosenki czy zapachu i idź do przodu.

Nikt na siłę z tobą nie zostanie. Zrozum to wreszcie – to, że ty chcesz nie znaczy, że i on chce.

 

Przeczytaj również

Brak komentarzy

Zostaw komentarz